Dziesiąta dzielnica Paryża: Bienvenue à „Boboland“

Rue du Faubourg Saint Denis - serce dziesiątej dzielnicy Paryża. W oddali - Porte Saint Denis - dawna brama wjazdowa do miasta (XVII wiek), kiedy to jeszcze dzisiejsza "dziesiątka" była poza granicami właściwego Paryża.
Rue du Faubourg Saint Denis - serce dziesiątej dzielnicy Paryża. W oddali - Porte Saint Denis - dawna brama wjazdowa do miasta (XVII wiek), kiedy to jeszcze dzisiejsza "dziesiątka" była poza granicami właściwego Paryża.
Zeszłotygodniowy dodatek specjalny do Le Nouvel Observateur, pozwala rzucić okiem na najbardziej kolorową i wielokulturową dzielnicę Paryża – „dziesiątkę“. „Ça bouge à Boboland“ – kusi tytuł, oferując na piętnastu stronach „life-stylowy“ przegląd dzielnicy. „Ça bouge à Boboland“ – można lekko przetłumaczyć na „Dzieje się w Bobolandzie“. "Bobo" to skrót od bourgeois-bohème („miejska bohema“), czyli, mniej lub bardziej, swojskie określenie na wszechobecnych w dzisiejszej nomenklaturze hipsterów. Ale „dziesiątka“ to o wiele więcej niż – jak tego chce Le Nouvel Observateur – „Boboland“, choć doceniam marketingowy sznyt redakcji tygodnika.

Pierwszy raz zamieszkałam w tej dzielnicy dziesiąć lat temu. Niedawno, trochę przez przypadek, wróciłam do niej ponownie. Jeden z przelicznych uroków Paryża polega na tym, że każda z jego dwudziestu dzielnic ma swoją osobowość: „piątka“, czyli okolice Saint Michel i katedry Notre Dame, jest leniwą intelektualistką goszczącą Sorbonę oraz Grandes Écoles, ich studentów oraz żyjących z nich księgarzy; w „szóstce“ i „siódemce“ mieszka szukająca prywatności elegancka burżuazja oraz aspirujący do niej nowojorczycy, wymieniający dolary z bonusów za wkład w sukces Wall Street na swój Parisian dream ( i mieszkał tu przed laty zakłócający spokój tych pierwszych Serge Gainsbourg); w „ósemce“ i „dziewiątce“ znajdziemy sklepy, korki uliczne, biura adwokackie i (last but not least) gmach paryskiej opery; „jedenastka“ rozciąga się na północno-wschodnim brzegu placu Bastylii i chce być jak „dziesiątka“ ale bez jej wieloklturowego szaleństwa... I tak dalej.



Jeśli spojrzeć na mapę, dziesiątka leży właściwie w sercu miasta, dzięki czemu wizytę w tej dzielnicy można połączyć ze zwiedzaniem ślicznego Marais (trzeciej dzielnicy), które jest turystycznym „Trzeba/Warto zobaczyć!“ wedle przewodników, z czym polemizować nie mogę, bo tu z przewodnikami się zgadzam. Trzeba/Warto zobaczyć.

Sercem dziesiątki jest rue du Faubourg Saint Denis, ulica na której koegzystują wszystkie nacje świata. Rue du Faubourg Saint Denis, to ciekawe zjawisko antropologiczne, bowiem ze stricte handlowej ulicy Paryskich mniejszości (głównie pochodzenia maghrebskiego, chińskiego, hinduskiego i, szeroko powiedziawszy, afrykańskiego) z targami warzywnymi wielkości skweru Hoovera w Warszawie, z lekko zaśniedziałymi knajpkami serwującymi specjały z pogranicza kultur, przeistacza się ona dzisiaj w modną ulicę, przy której, jak grzyby po deszczu, powstają, niech będzie – „Bobolandzkie“ – kawiarnie i restauracje. Podobne rekonstrukcje przechodziło w swoim czasie m.in. SoHo i Tribeca na Manhattanie. W okolice tej ulicy przeprowadzają się dzisiaj projektanci, architekci oraz paryscy geje, którzy uważają się za tych „prawdziwych paryskich gejów“, bowiem ci, którzy zostali w Marais „są już nie na czasie“. Rue du Faubourg Saint Denis nie daje swym rezydentom ani chwili spokoju: o szóstej rano warczą pod ich oknami samochody dostawcze, przez cały dzień trąbią na siebie samochody tkwiące jeden za drugim w wąskim gardle ulicy, bo ktoś wyskoczył z tarasującej drogę furgonetki „na chwilę z kimś pogadać“. Do późnej nocy trajkoczą wylewające się z kawiarni tłumy, po drugiej nad ranem wrzeszczą na cały głos podpite „ćmy barowe“. Około czwartej przychodzi cisza, ale tylko na godzinę, bowiem od piątej nad ranem do akcji wkraczają śmieciarki, rozprawiające się z tonami odpadków wyprodukowanych przez tłumy przepływające przez ulicę w trakcie poprzedniego dnia.


Jest około czwartej popołudniu, właśnie wracam z – jak to określał bohater grany przez George’a Cloney’a w „Tajne przez poufne“ braci Cohen – „przebieżki“ nad widokówkowym kanałem Saint Martin przy którym piknikują Paryżanie (do pikników w tym miejscu zachęcam też zwiedzających „dziesiątkę“) i wpadam na chwilę do kawiarnio-restauracji Napoléon, mieszczącej się na rogu Rue du Faubourg Saint Denis i Rue des Petites Ecuries.

Napoléon to jeden z produktów opisanej powyżej transformacji „dziesiątki“ z enklawy mniejszości w modną dzielnicę Paryża. Właścicielem knajpy jest Polak, (nomen omen) Rafał Gruszkiewicz który, zgodnie z rytmem zmian w okolicy, kupił i przekształcił parę lat temu Napoléona ze speluny z typami „spod ciemnej gwiazdy“ w miejsce z dopracowanym ale lekkim wystrojem i chmarą zrelaksowanych klientów – stałych bywalców „Bobolandu“. Rafała poznałam dwa tygodnie temu trochę przez przypadek, przez mojego kolegę Francuza, Alberta: „Czy wiesz, że właścicielem tej knajpy jest Polak?“ – spytał Albert, odprowadzając mnie do domu. Nie wiedziałam, choć mieszkam o krok od Napoléona. „A skąd Ty to wiesz?“ – spytałam Alberta. Rafał Gruszkiewicz, jak się okazuje, jest w „dziesiątce“ osobowością i nieoficjalnym „merem dzielnicy“, jak go żartobliwie określają znajomi. Osobiście dał mi się poznać jako przesympatyczny facet, który, choć od lat związany jest z Francją, jest wzorcowym przykładem polskiej gościnności. Rafał zna w „dziesiątce“ każdą duszę i każdy kamień, a mnie, częstując jabłkowym mohito („Zuzia, daj się zaprosic na coś do picia, bo tak przecież nie można!“), opowiedział trochę sekretów dzielnicy.



[
photo]17483[/photo]


Dowiedziałam się na przykład, że historia rue du Faubourg Saint Denis sięga jeszcze czasów rzymskich, kiedy ulica ta stanowiła oś północ-południe wiodącą od przedmieść miasta, aż po jego serce. „Faubourg“ na polski tłumaczyć można dosłownie, jako „przedmieście“. Pamiątką po czasach, kiedy rue du Faubourg Saint Denis nie należała jeszcze do właściwego Paryża, jest dawna brama wjazdowa do miasta z XVII wieku (wygląda trochę jak mały, piaskowy łuk triumfalny), która widokowo zamyka lej ulicy na na jej południowym krańcu. W czasach Francji królewskiej, rue du Faubourg Saint Denis stanowiła fragment traktu królewskiego w kierunku położonej na obrzeżach Paryża bazyliki Saint Denis, w której odbywały się koronacje. W czasach Napoleońskich, „dziesiątka“ funkcjonowała jako techniczne zaplecze miasta: rue des Petites Ecuries (ulica „Małych stajni“), przy której rogu leży Napoléon, powstała, by umieścić konie wojsk Bonapartego. Gdzie leżały większe stajnie Napoleona? – Nie wiem tego (jeszcze). W tej dzielnicy, Napoleon kazał też wybudować pierwsze wodociągi dla Paryża (czyli leżące nieopodal Château d’Eau – [dosłownie: „zamek wód“]. W okresie powojennym, wąskie uliczki „dziesiątki“ stały się domem dla Żydów parajacych się krawiectwem na większą i mniejszą skalę a przed dziesiciu laty, kiedy w tej domenie specjalizację przejęły Chiny, małe zakłady szwalnicze opustoszały, pozostawiając atrakcyjną infrastrukturę dla funkcjonujących tu dzisiaj projektantów mody i architektów.

„Czy widziałeś dodatek do Le Nouvel Observateur o dziesiątce?“ – pytam Rafała delikatnie, wiedząc, że o Napoléonie tam nie napisali. „Tak, wiem, nie ma nas w tym dodatku“ – uprzedza mnie Rafał – „Jesteśmy konkurencją dla Chez Jeanette [modnej knajpy na tej samej ulicy], a dziennikarz, który to pisał jest znajomym właścicielki.
- Widać – myślę sobie – każde miasto ma swoje piekiełko.

Uciekam do domu, nie licząc na wczesny sen. Zaraz zamnką się sklepy i zaczną się nocne serenady knajpowiczów. Akordeonista, jak zawsze o dziesiatej wieczorem, zacznie grać swoje cztery stałe szlagiery, w tym moje ukochane „Parlez-moi d’amour“ Lucienne Boyer, dzieki któremu czuję sie, well, jak w Paryżu. Potem już można tylko spokojnie czekać na „ćmy barowe“ oraz poranny najazd śmieciarek, aby codzienny rytm mojej ulicy zatoczył koło.

Wielokulturowy urok rue du Faubourg Saint Denis:



[ph[photo]17457
[/pho
to]oto]17455[/photo]






Chez Jeanette - 47 rue du faubourg Saint Denis - epicentrum "Bobolandu":


Canal Saint Martin w "dziesiątce" - idealne miejsce dla turystów stroniących od turystycznych "pułapek" i tych, którzy pragną zasmakować trochę młodego paryskiego luzu:



Trwa ładowanie komentarzy...